niedziela, 11 czerwca 2017

Etap 2. Mastektomia (08.06.2017)


Do Wrocławia przyjechałem z Warszawy o godzinie 04.30. Z dworca autobusowego odebrał mnie kolega i poszliśmy do niego żebym mógł się chociaż trochę przespać po całonocnej podróży. Z drzemki obudził mnie telefon z kliniki z pytaniem, kiedy dotrę na miejsce (miałem być przed 09.00). Na szczęście mieliśmy bardzo blisko, więc byłem idealnie na czas. Pożegnałem się z kolegą i poszedłem do poczekalni. Dostałem tam do wypełnienia formularz dotyczący przebytych chorób, przyjmowanych leków itp., później pielęgniarka odprowadziła mnie do mojego pokoju. Wszystko bardzo czyste i ładne. Pielęgniarka była przemiła, szczególnie jak dowiedziała się, że przyszedłem sam - starała się mnie uspokoić jak tylko mogła. Rozpakowałem się, przebrałem w tę specjalną, długą piżamę i czekałem na anestezjologa i chirurga. W międzyczasie podłączono mi kroplówkę. Najpierw przyszedł anestezjolog, zadał mi jeszcze kilka pytań do formularza, który wypełniłem wcześniej (głównie o lek od psychiatry). Chwilę później przyszło dwoje chirurgów i po krótkich oględzinach zaproponowali mi dwie opcje. Pierwsza - standardowe cięcia boczne, druga - małe nacięcia pod sutkami. Przy pierwszej oczywiście miałbym duże blizny i albo zagoiłyby się ładnie i po kilku latach nie byłoby ich prawie widać, albo mogłyby się rozciągnąć wzdłuż i wyglądać bardzo źle. Drugim minusem tej metody jest bardzo duże ryzyko, że sutki, które trzeba wyciąć i przyszyć ponownie zamieniłyby się w wielkie blizny, nie ma też szans na zachowanie w nich czucia. Wybrałem metodę pierwszą. W tym wypadku po zabiegu nie ma śladu, nawet niewielkie nacięcia pod sutkami nie będą u mnie widoczne, bo jak zauważył chirurg, mam sporo włosów wokół sutków. Zachowam w nich też czucie. Jedynym niepożądanym efektem tej metody jest luźna skóra, coś na kształt tego co robi się otyłym ludziom, którzy schudli. Chirurg zapytał czy będę chodził na siłownię (oczywiście taki mam plan), bo jeśli wypełnię tę skórę mięśniami to wszystko będzie wyglądać idealnie, muszę też pamiętać o tym, żeby chodzić wyprostowany, a ponieważ jestem też młody skóra powinna szybko się ściągnąć. Po konsultacji i podjęciu przeze mnie decyzji dostałem do podpisania zgodę na zabieg, chwilę później zaprowadzono mnie na salę operacyjną.



Narkozę dostałem nie przez maskę (tak jak to pamiętam z dzieciństwa), tylko przez kroplówkę, bo tak podaje się dorosłym. Dzieciom kroplówkę zakłada się jak już śpią, bo to nieprzyjemne. Zaczęło mi się trochę kręcić w głowie, ogólnie czułem się jakbym był pijany. Zapytałem czy dali mi już narkozę i czy zasypiam, lekarz powiedział, że tak i chwilę później zasnąłem. Gdy pierwszy raz się obudziłem byłem tylko częściowo przytomny. Usłyszałem głos pielęgniarki "Już po wszystkim. Podnieś ręce do góry". Nawet nie pamiętam czy podniosłem te ręce czy nie, ale na pewno zakładali mi wtedy bandaż (pielęgniarka uprzedziła, żebym bez zastanawiania się robił co mówią, bo zaraz po wybudzeniu będę pół przytomny, a trzeba założyć opatrunek), wsadzili do łóżka i od razu zasnąłem. Drugi raz obudziłem się gdzieś koło południa, przez chwilę miałem dreszcze, takie jak ma się z zimna (chociaż nie było zimno i byłem przykryty). Cały zabieg trwał może ze 2 godziny. Chwilę leżałem, później przyszła pielęgniarka, pytała jak się czuję i odeskortowała do toalety. Cały dzień spędziłem na spaniu, za każdym razem jak wstawałem czułem mdłości. Z prawego drenu zaczęła mi wyciekać krew, więc trzeba było odwinąć bandaż i ucisnąć trochę klatkę w tym miejscu, żeby pozbyć się nagromadzonej pod skórą krwi. Krew powinna spływać rurkami do pojemników, po to żeby nie zrobiły się krwiaki (czyli żeby krew nie zalegała pod skórą). Dreny nie są najprzyjemniejszym widokiem, musiałem je nosić ze sobą do łazienki w kieszeniach spodenek, przy okazji plamiąc krwią z przeciekającego miejsca podłogę. Bólu nie czułem wcale, to było bardziej jak jakieś potężne zakwasy. Jedyną nieprzyjemną rzeczą były wymioty. Późnym popołudniem dostałem do zjedzenia jogurt i herbatę i odłączono mi kroplówkę, W nocy jak wstawałem do toalety zwymiotowałem, zamiast wezwać pielęgniarkę poszedłem spać dalej. Rano zmieniono mi opatrunek, dostałem wypis, lekarz wytłumaczył mi co mam robić dalej i czekałem aż odbiorą mnie znajomi. W międzyczasie znowu zwymiotowałem i zacząłem czuć się naprawdę źle więc tym razem nacisnąłem mały, czerwony guziczek przy łóżku i powiedziałem pielęgniarce w czym rzecz. Okazało się, że wymiotując w nocy się odwodniłem, bardzo skoczyło mi ciśnienie i czułem się słabo. Musiałem mieć ponownie podłączoną kroplówkę, podano mi też leki na pobudzenie układu pokarmowego, który był jeszcze "uśpiony" po narkozie i nie tolerował nawet wody. Po godzinie poczułem się lepiej, miałem dobre ciśnienie, nie czułem mdłości i bez problemu dojechałem ze znajomymi do domu. Opatrunek muszę zmienić za 5 dni od zabiegu, bandaż nosić przez 2 tygodnie. Szwy są rozpuszczalne, więc nie będę musiał nigdzie chodzić na ich zdejmowanie.



Klinika, podejście lekarzy i personelu rewelacyjne. Mam nadzieje, że również efekty zabiegu będą idealne i bez śladu.



Kontakt do kliniki:
Ośrodek Chirurgii Małoinwazyjnej i Endoskopowej 
ul. Rajska 73, 54-028 Wrocław 

Chirurdzy: 

Joanna Pobiedzińska i Jacek Moszonkowski

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam trochę pytań odnośnie tych nacięć pod sutkami. Ten sposób masektomii można wykonywać na dowolnym rozmiarze biustu czy tylko na małym? Czy są jakieś ograniczenia i przeciwskazania? Jakie są minusy takiego zabiegu poza luźną skórą (po czasie zauważyłes coś jeszcze)? Jest ona mocno widoczna? Czy da się ten efekt zmniejszyć czymś innym niz chodzenie na siłownię?

    OdpowiedzUsuń